→ Main

Niedźwiedź, morze i wyspa spokoju. Historia jednej podróży szamańskiej

Osobiste doświadczenie Kasi, uczestniczki jednego z kręgów podróży szamańskich z Selvą.

Za każdym z trzech spotkań w kręgu z Selvą doświadczałam mocnych i jasnych podróży. Po ostatniej długo zapisywałam wszystko, co zapamiętałam. Chciałam zachować obrazy, słowa i odczucia, które ze sobą przyniosła.

Moja podróż rozpoczęła się na słonecznej polanie pośrodku lasu. Leżałam wśród maków i chabrów, czując ciepło słońca i spokój natury. Wezwałam swoje duchy opiekuńcze. Przyszła sarna, żabka oraz mężczyzna, którego widziałam już wcześniej w jednej z wizji.

Po chwili zza gęstych krzaków wyłonił się niedźwiedź. Poczułam, że to właśnie on ma mnie dziś poprowadzić. Ruszyłam za nim. Przedzieraliśmy się przez zieloną roślinność, aż nagle spadliśmy do głębokiego wąwozu. Szliśmy długo wzdłuż ścian porośniętych korzeniami. W końcu dotarliśmy nad brzeg morza. Od początku wizji czułam w różnych częściach ciała delikatne drgania.

Plaża była piaszczysta, jasna i skąpana w słońcu. Morze pozostawało spokojne i ciche, miało głęboki, niebieski kolor. Niedźwiedź wskazał mi kamień i poprosił, żebym usiadła. Czekaliśmy na mojego duchowego przewodnika.

Pojawił się mężczyzna o długich blond włosach związanych w kitkę. Powiedział, że czekają mnie duże zmiany, których jeszcze się nie spodziewam. Aby przez nie przejść, mam płynąć z prądem jak fale morza i pozostawać w ich ruchu.

Zaprosił mnie i niedźwiedzia do łódki. Wypłynęliśmy na ogromne fale. Raz znajdowaliśmy się na ich szczycie, innym razem w samym ich wnętrzu, gdy woda obmywała mnie oczyszczająco. Mimo potęgi fal czułam płynność i zaufanie.

Zapytałam przewodnika, gdzie jeszcze mogę odnaleźć swoją esencję życia. Fale zaprowadziły nas na małą, bezludną wyspę. Była piaszczysta, jasna i słoneczna. Dookoła niej fale wznosiły się wysoko, lecz omijały brzeg. Wyspa pozostawała oazą spokoju.

Zapytałam, z czym mają związek nadchodzące zmiany. Usłyszałam, że otrzymam dary, których znaczenia jeszcze nie mogę poznać. Kluczem do ich doświadczenia miała być cierpliwość, którą uosabiał siedzący obok mnie niedźwiedź.

Zapytałam niedźwiedzia, jak odnaleźć taką cierpliwość. Odpowiedział, że warto widzieć cel tak, jakby już został osiągnięty, a jednocześnie spokojnie czekać. Zaprowadził mnie na brzeg wyspy i pokazał, jak ryby same do niego przypływają. On pozostaje obecny.

Przewodnik powiedział, że spokój znajdę w sercu, a jego symbolem jest wyspa pozostająca poza zasięgiem fal. Dotknął dłonią mojego serca. Poczułam głęboką jedność i ogromny spokój. Jednocześnie moje ciało zaczęło silnie drżeć. Nogi, ręce i całe ciało poruszały się falami. Serce pozostawało spokojne.

Na zakończenie poprosiłam o dary. Niedźwiedź dał mi rybę. Przewodnik podarował mi naszyjnik z muszelek oraz wiosło. Wiosło miało pomagać mi sterować łódką na falach życia. Muszelki miały chronić mnie przed nadmiarem bodźców, tak jak muszla tłumi huk fal i zamienia go w delikatny szum.

Potem wróciliśmy przez morze i fale, aż ponownie znalazłam się w miejscu, w którym rozpoczęła się podróż.

Selva

transformation guide & shamanic practitioner